Niby podtytuł tego bloga brzmi Notatki z codzienności, ale jakoś nie potrafię zamienić tego miejsca w pamiętnik. Albo nie umiem jeszcze określić, co z tego, co się wokół mnie dzieje, opisywać, a co zachować tylko dla siebie. Bo weźmy chociażby to, czym się zajmujemy teraz: remont. W sumie nie tylko my w okresie wakacyjnym znajdujemy sobie tak relaksujące zajęcie, warkot młota pneumatycznego rozlega się coraz to na innym piętrze naszego bloku. A my teraz robimy łazienkę, potem rzutem na taśmę pójdzie przedpokój i w planach mamy ponowny remont sypialni, bo poprzednio odpuściliśmy wymianę instalacji elektrycznej i to się już zemściło: gdy odcięliśmy prąd w łazience, okazało się, że zniknął też prąd w gniazdkach w sypialni… Ale mimo wszystko remont jako taki to żadne dziwo i nawet gdybym wrzuciła tu zdjęcia dokonywanych przeróbek (włącznie z przestawianiem ściany), nie uczyniłoby to z remontu jakiegoś wyjątkowo interesującego tematu.
Ale mogę napisać o tym, czego NIE robimy dlatego, że mamy ten remont, a co chciałabym wreszcie w tym roku zrobić: pojechać znowu na Mazury. Tęsknię już za tym widokiem:
![]() |
| Księżyc nad Jeziorem Nidzkim, Stanica wodna CZAPLE, fot. własna |
Mazury. Mazury dla mnie zaczynają się od momentu, gdy jeszcze pod domem zamykam drzwi samochodu i ruszamy. Mają w sobie swoistą magię… To jest takie miejsce na ziemi, w którym najlepiej nam się odpoczywa. Bywało, że w sezonie zjawialiśmy się tu nawet trzy razy. Nie przyjeżdżamy tutaj, żeby zobaczyć coś nowego, bo różne kąty zdążyliśmy już poznać, a główną atrakcją jest dla nas sama przyroda. Chociaż ostatnio, gdy wzięliśmy rowery, udało nam się dojechać w takie miejsca w Puszczy Piskiej, których wcześniej nie widzieliśmy, jak na przykład pozostałości starego cmentarza w dawnej osadzie, obecnie uroczysku, Sowiróg.
![]() |
| Widok na Mikołajki, fot. własna |
Mikołajki to osada leśna (tak przynajmniej podaje Wikipedia) oddalona od miejsca, w którym się zatrzymujemy, o 35 kilometrów. W sezonie jest tu tylu turystów, że aż ciężko przejść deptakiem, kramik z zabawkami i pamiątkami "Made in China" goni kolejny kramik, w porcie jacht stoi przy jachcie, a maszty żaglówek tworzą jedyny w swoim rodzaju aluminiowy las. Nad przybrzeżną zabudową góruje wieża ewangelickiego kościoła, w którym byliśmy tylko raz, ale atmosferę tego miejsca nadal pamiętam.
![]() |
| Plaża miejska w Nidzie, fot. własna |
Dużo spokojniejszą miejscowością jest Ruciane-Nida (10 km w prostej linii od "naszej" Stanicy wodnej Czaple). Tutaj też bywa gęsto od turystów, ale to raczej w Rucianem, gdzie jest port, cumują żaglówki i jachty, a mieszkańcy tych mobilnych, wakacyjnych domów schodzą na brzeg zrobić zakupy w lokalnych sklepach albo zjeść coś w jednej z wielu tutejszych restauracji. Poza sezonem Ruciane przypomina miasteczko duchów – kiedyś nawet zdemontowano bankomat, przecież kto z niego miałby korzystać jesienią, zimą i wiosną? Nida natomiast to taka trochę sypialnia Rucianego: w niej w ślicznych domkach z ogródkami, ale też i w zwykłych blokach mieszkają ci, którzy pracują w usługach w Rucianem. Za to sklepów jest tu więcej, jest poczta, ośrodek zdrowia i apteka. I czas wydaje się płynąć leniwiej.
![]() |
| Pole namiotowe wokół Stanicy wodnej CZAPLE, fot. własna |
Ale najfajniejszy jest nasz niebieski namiot, który rozbijamy na polu namiotowym przy stanicy wodnej. Przyznam, że nie sądziłam, że będę umiała się odnaleźć w takim obozowym życiu, bez bieżącej, ciepłej wody i prądu. To miejsce wydaje się odcięte od świata, ale właśnie dlatego przyjeżdżają tu ludzie, którzy cenią sobie ciszę i spokój. Akurat ta część Jeziora Nidzkiego objęta jest zakazem używania silników spalinowych, zatem to, co można usłyszeć od strony wody, to łopot żagli na wietrze. Za to z Puszczy dobiegają zgoła inne odgłosy: a to ryś po swojemu krzyknie, a to koziołek sarny szczeknie, a to puszczyk zahuczy. Czasem wieczorami i nocą wśród gałęzi drzew słychać wysoki, jednostajny dźwięk – to komary grają na swoich skrzypeczkach. To tutaj, podczas naszego pierwszego wrześniowego pobytu, pierwszy raz w życiu usłyszałam, jak brzmi rykowisko. A na drugi dzień, w niedzielę, z kościoła w pobliskim Wiartlu, słychać było myśliwską pobudkę, graną na rogach.
![]() |
| Puszcza Piska, fot. własna |
Puszcza Piska jest w jakiś swoisty sposób magiczna: świerki, sosny, a nawet brzozy wystrzelają wysoko w górę, a wśród pni drzew można czasem dojrzeć zwierzę, przemykające niczym duch. Szczególnie w okresie poza sezonem zwierzęta czują się tu swobodniej, łatwiej się na nie natknąć. Z kolei puszczańskie prawdziwki smakują jak żadne inne na świecie. No i jagody, zjadane przez nas ze smakiem ze śmietaną…
Odliczam dni, kiedy się znowu tam znajdziemy :)







