Prawie rok temu pisałam o tym, że nie czuję czy przestaję czuć więź z miejscem, w którym się urodziłam i mieszkam. Miasto zmienia się coraz bardziej, niekoniecznie w kierunku, jaki mi się podoba. O tym, że jego mieszkańcy są specyficzni, dość obojętni na sprawy miasta czy nawet parku, który się ostał po żyjącej tu do lat 30. XIX wieku rodzinie magnackiej, rozmawiałam nawet ostatnio z przyjaciółką, zatem nie jest to moje odosobnione zdanie. Tyle że to miasto nie jest samotną wyspą – i właśnie to do mnie ostatnio dotarło.
![]() |
| Widok na tonącą we mgle starą zabudowę Puław, fot. własna |
W poprzednim wpisie na samym końcu wspomniałam o Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, które w ramach promocji swojej placówki w social mediach od dłuższego już czasu nagrywa tzw. rolki (króciutkie filmiki) o służącej Stefci i panu Antonim, by na tle ich historii przybliżyć odbiorcom realia życia służby pałacowej oraz mieszkańców wsi z początków XX wieku. Nawiązało też współpracę z Muzeum Państwowym w Lublinie – realizatorom tego miniserialu udało się dostać zgodę na wykorzystanie wnętrz Dworku Wincentego Pola, znajdującego się na Kalinowszczyźnie w Lublinie, oraz z Muzeum Wsi Lubelskiej, gdzie kręcone były kolejne odcinki. Przy okazji tych wizyt powstały też rolki z Dworku Wincentego Pola i ze skansenu. I obrazy z tej drugiej rolki poruszyły coś we mnie.
![]() |
| Widok z dolnego parku przy pałacu Czartoryskich, fot. własna |
Nagle poczułam się częścią tej ogromnej społeczności zamieszkującej Lubelszczyznę. Zaczęłam szukać artykułów o gwarze z tych terenów (bardzo ciekawy można przeczytać pod tym linkiem), znalazłam strój z moich rodzinnych okolic (tu i tu), a przy okazji natknęłam się na ciekawe blogi o folklorze (ten, ten i ten). Plan na wakacje jest taki, żeby w miarę możliwości zobaczyć jak najwięcej Lubelszczyzny, nie omijając także skansenu w Lublinie czy muzeów etnograficznych. Słowem, coś się we mnie przeobraziło.
Czuję się u-miejscowiona – wreszcie.
Takie poczucie bycia osadzonym w jakimś konkretnym miejscu jest czymś, czego mi brakowało. Bardzo. Był czas, kiedy silnie utożsamiałam się z samym miastem, ale w ostatnich latach zaczęło się to wypalać. Teraz odczuwam zupełnie inaczej. I bardzo mnie to cieszy, chociaż przecież zasadniczo nic się nie zmieniło.
To we mnie nastąpiła zmiana. Mam swoje miejsce na ziemi.


