Przeczytałam ostatnio książkę Joanny Kuciel-Frydryszak Służące do wszystkiego. To kolejna po Chłopkach pozycja opisująca polskie społeczeństwo na przełomie XIX i XX wieku. Autorka w bardzo bezpośredni sposób pokazuje realia życia kobiet, które decydowały się opuścić – często na zawsze – rodzinę i dom pochodzenia i wyjechać do nieznanego miasta szukać pracy i lepszych perspektyw.
I w świetle tej informacji rozumiem rodzinną opowieść o tym, jak to do ludzi, którzy wychowywali mojego dziadka Antoniego, przyjeżdżała bryczką elegancka pani i przywoziła pieniądze. Antoni był dzieckiem służącej, która nie mogła sobie pozwolić na to, by go zatrzymać i jednocześnie pracować. W rodzinie, tym razem od strony mojej mamy, jest też dziewczyna, niejaka Emilia, która urodziła troje nieślubnych dzieci, co do których nie mam pojęcia, co się z nimi działo do czasu, aż wyszła za mąż już w Warszawie i urodziła jeszcze jedno, tym razem ślubne. Wiem z relacji potomków najstarszego Emilii syna, że był w kontakcie z młodszą z dwóch nieślubnych sióstr – o starszej, Antoninie, nikt z nich nie wiedział, więc mogła być oddana do kogoś na wychowanie. Wyszła za mąż w jednej z podwarszawskich wsi (choć urodziła się w Lubartowie) i doczekała się dzieci i wnuków.
Wracając do książki – na zmianę relacji państwo-służba duży wpływ miał rodzący się na przełomie wieków socjalizm, potem odzyskanie niepodległości i wreszcie druga wojna światowa i kompletne przemeblowanie, jakie w jej efekcie nastąpiło w społeczeństwie. Czytając ostatni rozdział tej książki, który opisuje już lata powojenne, myślałam o tym, jak by się to zmieniło – i czy w ogóle – gdyby nie było wojny. W relacjach i pamiętnikach osób, dla których świat ze służącymi w tle był najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem, a którzy w rzeczywistości powojennej musieli sobie życie organizować na nowo, nierzadko pobrzmiewa pewien dąs, gdy wspominają o tym, że "pomoc domowa" nie tylko domaga się swoich praw, ale nawet je ma, bo to już nie jest świat podzielony na "panów" i "służbę". Pewna epoka się skończyła.
W książce Joanny Chmielewskiej pt. Najstarsza prawnuczka pokazany jest wątek służącej, która siłą rozpędu i przyzwyczajenia pozostała przy swoim "państwie" już w czasach PRL-u. Ale i w Służących… jest też mowa o tym, że samym służącym trudno było się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Joanna Kuciel-Frydryszak swoją książką przywraca pamięć o tej niewidocznej warstwie społecznej, która niby tylko była tłem, ale w rzeczy samej była nierzadko bardzo istotnym trybem w machinie napędzającej wiele mieszczańskich domów.
Nawiasem mówiąc, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, zainspirowane opisywaną książką stworzyło na swoich social mediach fantastyczną serię filmików o niejakiej Stefci, służącej w pałacu u hrabiów Zamoyskich. Przyznaję, z dużym ukontentowaniem je oglądam, bo oprócz tego, że są świetnie zrealizowane, pokazują też piękne miejsca i piękno w ludziach i dają jakąś ulgę i wytchnienie w tym rozpędzonym do szaleństwa współczesnym świecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz