16 listopada 2024

Korzenie (2)

 

Przeczytałam ostatnio książkę Joanny Kuciel-Frydryszak Służące do wszystkiego. To kolejna po Chłopkach pozycja opisująca polskie społeczeństwo na przełomie XIX i XX wieku. Autorka w bardzo bezpośredni sposób pokazuje realia życia kobiet, które decydowały się opuścić – często na zawsze – rodzinę i dom pochodzenia i wyjechać do nieznanego miasta szukać pracy i lepszych perspektyw.

Z Chłopek wiemy, że dorastająca dziewczyna z biednej wiejskiej rodziny była dla niej ciężarem. Alternatywą dla niechcianego małżeństwa, do którego rodzice często zmuszali swoje dorosłe córki, był wyjazd "za chlebem" do miasta. Autorka opisuje, w jakich sytuacjach mogły się znaleźć te młode, niedoświadczone dziewczyny. Pisze o tym, jak ta grupa społeczna była wyzyskiwana przez pracodawców, którzy niechętni byli zmieniać swój stosunek do "służących do wszystkiego". O tym, że pracowały nawet po dwadzieścia godzin dziennie, a nie zapewniano im przyzwoitego kąta do spania, nie mówiąc o tym, że nie miały się gdzie myć czy przechowywać swoje rzeczy. Pokazana jest tu cała batalia, którą z "paniami" prowadziły społeczniczki, tłumacząc im, dlaczego higiena służących jest tak ważna. Kolejna sprawa to minimum intymności, jakie służąca powinna mieć zapewnione. Przywołana jest tu Gabriela Zapolska i jej Moralność pani Dulskiej jako obraz nie tylko mieszczańskiej kołtunerii, ale też podejścia do dziewcząt ze służby: często rodzice wiedzieli, że ich syn utrzymuje intymną relację ze służącą, ale przymykali na to oko, uważając to za mniejsze zło. Problem pojawiał się wraz z ciążą, która była powodem zwolnienia ze służby, ale też uniemożliwiała znalezienie innego domu, w którym taka dziewczyna mogłaby podjąć pracę. Jeżeli służąca decydowała się urodzić, dziecko – o ile przeżyło – oddawała komuś innemu na wychowanie, płacąc przy tym określoną kwotę.

I w świetle tej informacji rozumiem rodzinną opowieść o tym, jak to do ludzi, którzy wychowywali mojego dziadka Antoniego, przyjeżdżała bryczką elegancka pani i przywoziła pieniądze. Antoni był dzieckiem służącej, która nie mogła sobie pozwolić na to, by go zatrzymać i jednocześnie pracować. W rodzinie, tym razem od strony mojej mamy, jest też dziewczyna, niejaka Emilia, która urodziła troje nieślubnych dzieci, co do których nie mam pojęcia, co się z nimi działo do czasu, aż wyszła za mąż już w Warszawie i urodziła jeszcze jedno, tym razem ślubne. Wiem z relacji potomków najstarszego Emilii syna, że był w kontakcie z młodszą z dwóch nieślubnych sióstr – o starszej, Antoninie, nikt z nich nie wiedział, więc mogła być oddana do kogoś na wychowanie. Wyszła za mąż w jednej z podwarszawskich wsi (choć urodziła się w Lubartowie) i doczekała się dzieci i wnuków.

Wracając do książki – na zmianę relacji państwo-służba duży wpływ miał rodzący się na przełomie wieków socjalizm, potem odzyskanie niepodległości i wreszcie druga wojna światowa i kompletne przemeblowanie, jakie w jej efekcie nastąpiło w społeczeństwie. Czytając ostatni rozdział tej książki, który opisuje już lata powojenne, myślałam o tym, jak by się to zmieniło – i czy w ogóle – gdyby nie było wojny. W relacjach i pamiętnikach osób, dla których świat ze służącymi w tle był najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem, a którzy w rzeczywistości powojennej musieli sobie życie organizować na nowo, nierzadko pobrzmiewa pewien dąs, gdy wspominają o tym, że "pomoc domowa" nie tylko domaga się swoich praw, ale nawet je ma, bo to już nie jest świat podzielony na "panów" i "służbę". Pewna epoka się skończyła.

W książce Joanny Chmielewskiej pt. Najstarsza prawnuczka pokazany jest wątek służącej, która siłą rozpędu i przyzwyczajenia pozostała przy swoim "państwie" już w czasach PRL-u. Ale i w Służących… jest też mowa o tym, że samym służącym trudno było się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Joanna Kuciel-Frydryszak swoją książką przywraca pamięć o tej niewidocznej warstwie społecznej, która niby tylko była tłem, ale w rzeczy samej była nierzadko bardzo istotnym trybem w machinie napędzającej wiele mieszczańskich domów.

Nawiasem mówiąc, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, zainspirowane opisywaną książką stworzyło na swoich social mediach fantastyczną serię filmików o niejakiej Stefci, służącej w pałacu u hrabiów Zamoyskich. Przyznaję, z dużym ukontentowaniem je oglądam, bo oprócz tego, że są świetnie zrealizowane, pokazują też piękne miejsca i piękno w ludziach i dają jakąś ulgę i wytchnienie w tym rozpędzonym do szaleństwa współczesnym świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz