![]() |
| Akt urodzenia prababki Katarzyny z Hładkiewiczów Matusiakowej (skan: domena publiczna) |
Ostatnio mam jakieś nagromadzenie rocznic – 25 listopada minęło 140 lat od urodzin prababki Katarzyny Matusiakowej. Czy to to mną kierowało, że podjęłam próbę (kolejną…) znalezienia jej rodziców, prapradziadków Hałdkiewiczów?
Od kilku dni przeglądam stare akta osób z tym nazwiskiem. Szukanie jest o tyle skomplikowane, że po przetłumaczeniu na rosyjski, nazwisko Hładkiewicz przybrało formę Гладкевич, a po przełożeniu z powrotem na polski zapisywane było bądź jako Hładkiewicz, bądź Gładkiewicz. Czasem nawet pisano je przez ch, jak to widać na zdjęciu powyżej.
Pierwszy raz z tym nazwiskiem zetknęłam się w wersji Gładkiewicz. Znalazłam odpis aktu ślubu babci Walerii i dziadka Bronka: Katarzyna z Gładkiewiczów była matką Walerii. Wcześniej o Gładkiewiczach wspominał mi nieżyjący już wuj Bogdan; mówił o tym, że Katarzyna pochodziła ze wsi Kozy pod Bielsko-Białą i że pracowała w Białej jako krawcowa/szwaczka. Historię o tym, jak znalazłam akt urodzenia prababki Katarzyny, opisałam tutaj. Ale samo nazwisko, w obu wersjach ortograficznych, przewija się w aktach parafii na Lubelszczyźnie, początkowo w grecko-katolickich, później w prawosławnych, a sporadycznie w katolickich. Wspominałam w którymś z wcześniejszych wpisów, że Katarzyny starsza siostra, Marianna, wzięła ślub w 1889 roku w Rozwadowie, dziś to część Stalowej Woli. Unici często wyjeżdżali na tereny takie jak Kongresówka czy Galicja, żeby móc w kościele katolickim wziąć ślub. W parafii rozwadowskiej znalazłam ostatnio jeszcze jeden akt ślubu (z 1881 roku), tym razem poszukiwane przeze mnie nazwisko nosiła matka panny młodej, Anna z Hładkiewiczów. Czyżby rodzina Adama, mojego prapradziadka?
Żeby jakoś uporządkować zdobytą dotychczas wiedzę o Hładkiewiczach, spisałam wszystkie zebrane akta i podjęłam próbę ułożenia tych fragmentów w jakąś całość (czy wspominałam, że genealogia czasem przypomina robotę detektywistyczną?). Najwięcej dokumentów mam z parafii grecko-katolickiej w Jabłoniu (pod lupę biorę te z połowy XIX w.). Są to głównie akty ślubu, co jest o tyle pożyteczne dla poszukiwacza, że mamy w nich opisane osoby zawierające ślub, miejsca ich urodzenia, imiona ich rodziców, ale też mamy podane nazwiska świadków. Gros z tych akt dotyczy ślubów dzieci niejakiego Teodozego, organisty, i jego żony Tekli z Zacharewiczów. Dowiaduję się z nich, że synowie tej pary, a było ich trzech, byli absolwentami Instytutu Śpiewaków w Chełmie, po czym pełnili funkcje organisty i nauczyciela w różnych parafiach grecko-katolickich: we wspomnianym Jabłoniu, w Międzyrzecu czy w Rudnie (gmina Milanów). Po likwidacji kościoła unickiego pełnili swoje obowiązki w parafiach prawosławnych. Sam Teodozy, jak pisałam wyżej, był organistą, synem Stefana, diaka (w kościołach wschodnich był to kantor, który prowadził śpiewy i znał się na obrządku, pomagał kapłanowi podczas nabożeństwa) w cerkwi w Holi, i jego żony Ahafii (Agaty). Dowiaduję się o tym z aktu zgonu Teodozego z października 1868 roku. Są też akty ślubów członków, nazwijmy to, drugiej gałęzi Hładkiewiczów – rolników. Mam tu Emiliana, syna Jana, rolnika, i jego żony Barbary z Zinczuków, urodzonego w Holi, a zamieszkałego w Jabłoniu, który tamże w listopadzie 1853 roku wziął ślub z Eufrozyną Tych. Eufrozyna zmarła w 1870 roku, a Emilian ożenił się (nie wiem kiedy, nie znalazłam aktu) z Martą Jaszczuk. Z obu tych związków urodziło się po kilkoro dzieci. Mam jeszcze akty dotyczące niejakiego Michała Michajłowicza oraz – jak sądzę – jego dzieci (pasują mi miejsca i daty) oraz dwóch kobiet, z których każda jest Dmitriewna (siostry?). Wytypowałam akurat te dokumenty ze względu na powtarzające się nazwy wsi: Hola i Opole (Podedwórze). Stamtąd pochodzili "moi" Hładkiewiczowie. Prapradziadek Adam był rolnikiem, tak ma napisane w akcie chrztu swojej córki, z kolei babcia-ciotka Janka pisała w swoim liście, że "sprzedał kawał ziemi", by wyjechać do Galicji. Ale w widniejącym na zdjęciu dokumencie rodzice ojca dziecka to Paweł i Katarzyna Maniak, a nie znalazłam nikogo o tych imionach. Oczywiście, o ile podane dane są prawdziwe. Imię matki Katarzyny to nie Bronisława, tylko Febronia. Siostra Katarzyny, Marianna, wyszła za mąż za Artema Danilczuka, ale w akcie ślubu z Rozwadowa jako imię pana młodego figuruje Marcin. Ciotka-babka Janka w swoim liście opisała to, co opowiadała jej matka, że do walki z wiernymi Cerkwi unickiej angażowano siły wojskowe – czy to mogło spowodować, że nawet będąc poza zasięgiem władz carskich, ludzie nie chcieli ujawniać swoich prawdziwych danych? Inna rzecz, że akta, w których znajdowałyby się poszukiwane przeze mnie osoby, mogły w tych zamieszkać po prostu spłonąć. Z Holi dostępne są – a i to fragmentarycznie – akta z parafii prawosławnej, z unickiej – nie. Zatem aktów ślubu prapradziadków czy urodzin ich dzieci mogę w ogóle nie znaleźć. Choć przecież powinny się zachować wtóropisy, czyli kopie oryginałów. Też przepadły?
Ale są jeszcze akty zgonu. Tylko że i tu nie mogę nigdzie znaleźć prapradziadka Adama. Z Holi do wsi Kozy przez Rzeszów (w Staromieściu pod Rzeszowem chrzczona była prababka Katarzyna) jest, jak pokazuje współczesna mapa, 472 kilometry. Mnóstwo parafii po drodze, a żadnej pewności, że Adam w ogóle dotarł do Staromieścia, bo że nie zmarł w Kozach, wiem na pewno. Hładkiewiczowie w tę trasę nie wybrali się sami: w akcie chrztu Kasi jako chrzestna figuruje Anna, żona Filemona Taratyki: Filemon i Anna Matejczuk pochodzili z Polesia, Filemon urodził się w Holi, a Anna w Uhninie (w akcie ślubu wpisanym jako Ugnin, pewnie zastosowano wymianę ukraińskiego h na polskie g), pobrali się w Radomyślu nad Sanem w 1883 roku, a w latach 1890 i 1891 w Staromieściu ochrzcili dwoje swoich dzieci. Ludwika Mromlińskiego, ojca chrzestnego Kasi, nie znalazłam, choć samo nazwisko pojawia się i na podkarpaciu, i w małopolskim, ale niczego nie zakładam: mój prapradziadek też gdzieś tu zmarł, a jak na razie jego aktu zgonu nie mam. Z parafii w Kozach mam tylko akt ślubu brata Kasi, Szymona, z 1902 roku i akt zgonu Febroni z 1914r.
I coraz wyraźniej widzę, że jeśli nie zdarzy się jakiś archiwistyczny cud, prapradziadka Adama mogę w ogóle nie znaleźć…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz