Obejrzałam ostatnio cykl webinarów, przygotowanych przez Stowarzyszenie Twoje Korzenie w Polsce (we współpracy z Muzeum Emigracji w Gdyni), z których jeden traktował o wielokulturowości naszego kraju. I dzięki temu z większą wyrazistością dotarło do mnie, jaką noszę w sobie spuściznę.
![]() |
| Akt ślubu Bazylego Garmola i Marianny Janczuk, moich 2xpradziadków, z greckokatolickiej parafii w Jabłoniu z dn. 15 listopada 1863 roku źródło: szukajwarchiwach.gov.pl |
O tym, że rodzice matki mojej babki Walerii byli unitami, pisała w swoim liście ciotka-babka Janka z Matusiaków Romanowska. Jakież było moje zaskoczenie, gdy się okazało, że matka dziadka Bronka, Jadwiga z Garmolów, też pochodziła z rodziny grekokatolików. Z jednej strony – ekscytujące, ale z drugiej, niestety, mam dziury w aktach, bo działania caratu zmierzające do likwidacji Cerkwi unickiej przyczyniły się też i do tego, że spora część dokumentów uległa zniszczeniu, o czym pisałam poprzednio. Aktu chrztu prababki Jadwigi nie mam i nie wiem, czy istnieje, znalazłam za to akt ślubu jej rodziców (na zdjęciu powyżej) oraz akt ślubu matki prapradziadka, Marianny z Harasimiuków, która owdowiawszy w 1855 roku, ponownie wyszła za mąż, a także jej akt zgonu z 1868 roku*) z tejże parafii. Dzięki tym dwóm dokumentom wiem, że moja 4xprababka nosiła imię Anisja, a 4xpradziadek – Łukian (rosyjski odpowiednik imienia Łucjan). Aktu ich ślubu już nie znalazłam, tak jak nie mam aktów urodzeń rodziców prapradziadka Bazylego oraz aktu zgonu jego ojca, brak mi także metryk urodzeń i zgonów samego Bazylego, jego żony Marianny oraz ich dzieci, które znalazłam tylko dzięki temu, że wstąpiły w związki małżeńskie, zaś jednego bezżennego syna Stanisława udało mi się "wydłubać" z aktu ślubu prababki Jadwigi, gdzie był wymieniony jako jej opiekun.
Mąż Jadwigi z Garmolów, Stanisław, urodził się już tu, w parafii Sosnowica, ale jego ojciec i dziadkowie przyjechali w te okolice aż w ówczesnego Księstwa Poznańskiego. Dziadek Stanisława, Szczepan, przyszedł na świat we wsi Ostatkowska Struga w parafii Łabiszyn. Jego ojciec, Marcin, czy też – jak to widnieje napisane w aktach sporządzanych po łacinie – Martinus, był leśnikiem/gajowym. Może dlatego z tej parafii mam tylko dwa akty urodzeń, Szczepana i jego starszego brata Bartłomieja. Ludzie mający zawód częściej przenosili się z miejsca na miejsce. Dziadek babci Stanisława, Julianny z Winklerów, w dokumentach chrztu swoich dzieci także miał wpisane inquilinus, czyli napływowy obywatel, gościnny – stało w akcie chrztu innego jego dziecka. Ale skąd mógł był przybyć? Winkler to nazwisko dość popularne w tamtych okolicach, co więcej, dokumenty wystawiane dla osób z tym nazwiskiem znajduję w parafiach i katolickich, i ewangelickich. Czy jakaś część moich przodków mogła być wiernymi kościoła ewangelickiego? Co ciekawe, praprababka babci Walerii miała na imię Rozyna, czyli Rozalia, ale w tej pierwszej formie nadawano to imię dziewczynkom wyznania ewangelickiego. O Rozynie z domu Wielgosiak lub Kubicka (pierwsze nazwisko widnieje w jej akcie ślubu, drugie zaś w akcie chrztu jej syna Ignacego, pradziadka Walerii, nie ustaliłam jak na razie, skąd taka rozbieżność) wiem też niewiele, nie znalazłam jej korzeni, pojawia się jako druga żona mojego 4xpradziadka Aleksego Matuszewskiego vel Matusiaka, z którą ten bierze ślub 27 lutego 1813 roku w parafii Strzelce, 11 kilometrów na północ od Kutna. O prababce babci Walerii, Juliannie z Mańkowskich Matusiakowej, i jej kujawskich korzeniach z okolic Kłóbki i Lubienia Kujawskiego pisałam z kolei niedawno w tym tekście.
Peregrynacja jest chyba zapisana w genotypie tej gałęzi mojego rodu, może dlatego dziadek Bronek i babcia Waleria (poza innymi przyczynami) wyjechali na tzw. Ziemie Odzyskane. A potem ich dzieci rozpierzchły się po Polsce. Ja i mój brat jesteśmy lubelakami, bo na Lubelszczyźnie osiadła nasza mama, tak jak jej starsza siostra i jeden z braci. Najmłodsza siostra mojej mamy mieszka na Śląsku, w Zabrzu. Na Ziemiach Odzyskanych zostało dwóch kolejnych braci mamy. To do syna jednego z nich jeździmy ostatnio w każde wakacje na kilka dni.
![]() |
| Dom Dziadków na tzw. Ziemiach Odzyskanych, zdjęcie współczesne, arch. własne |
Ale mam jeszcze korzenie po mieczu. Jednak Wieczorkowie (takie nazwisko z domu miała matka mojego ojca) aż tak dalekich tras nie pokonywali, przenieśli się z okolic Przysuchy (pierwszy znaleziony przez mnie akt urodzenia dziecka moich 3xpradziadków Wieczorków z roku 1809 wystawiono w parafii Smogorzów) do parafii Chojnata, czyli o jakieś 70 km, wszystko w obrębie Mazowsza. To dopiero mój ojciec wyjechał na naukę do Henrykowa koło Ząbkowic Śląskich; tam przy Opactwie Cystersów funkcjonowało wówczas Technikum Nasiennictwa. Pracował potem chwilę we Wrocławiu, gdzie poznał moją mamę – tak, ona z Puław nad Wisłą, w których już wtedy mieszkała i pracowała jako pielęgniarka, pojechała do Wrocławia do Studium Nauczycielskiego dla absolwentek szkół pielęgniarskich i tam poznała swojego męża, a mojego ojca. I oboje zdecydowali się zamieszkać na Lubelszczyźnie.
Jedyne, czego brakuje mi do tej układanki, to dane ojca ojca mojego ojca. Dziadek Antek, czyli tata mojego ojca, był dzieckiem nieślubnym, urodzonym podobno w Warszawie. Chyba tylko testy DNA pozwolą mi ustalić cokolwiek…
*) Akt zgonu Marianny z Harasimiuków, córki Łukiana i Anisji z Muchów, wystawiony został dnia 6 grudnia. Prapraprababka Marianna zmarła 4 grudnia 1868 roku we wsi Kolano. Znowu rocznica.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz