13 grudnia 2025

Rodzinne migracje

Kiedy dowiedziałam się o tym, że przodkowie mojego dziadka Bronka przybyli na Polesie aż zza Bydgoszczy na przełomie lat 60. i 70. XIX wieku, wyobraziłam sobie, że przyjechali tutaj sami. Ale gdy zaczęłam znajdować coraz więcej dokumentów dotyczących osób nie tylko z rodziny, ale też krewnych i powinowatych, doszłam do wniosku, że była to migracja na szerszą skalę.

Długo nie mogłam pojąć, co ich wszystkich skłoniło, żeby przyjechać akurat w te okolice. Kuzynka Marta, ta odnaleziona dzięki wspólnym przodkom, która mieszka w okolicach Parczewa, utyskuje, że ziemia tam marna, kamienie rodzi – jedna z wsi nosi nawet nazwę Kamień. A przecież prapradziadek Stanisław Matuszewski vel Matusiak, pochodzący spod Włocławka, był jedynym synem swojego ojca, więc można by sądzić, że jemu jednemu przypadała ojcowizna na żyznej kujawskiej ziemi. Z kolei praprapradziadek Szczepan Pilarski, ten zza Bydgoszczy, był szewcem, inni, którzy przyjechali na wschód z tamtych okolic, byli m.in. owczarzami, kowalami, teoretycznie każdy z nich mógł pracować w swoim zawodzie.

Z odpowiedzią przychodzi historia i polityka państw zaborczych dotycząca kwestii uwłaszczenia chłopów. W szczegóły tutaj wdawać się nie będę, ale pokrótce można powiedzieć, że pruskie rozwiązania kosztami uwłaszczenia obciążały chłopstwo, natomiast rosyjska polityka w tym zakresie nie była aż tak dla włościan uciążliwa. Ponadto po upadku Powstania Styczniowego, gdy kibitki ruszyły masowo na Sybir, wywożąc tych, którzy podnieśli rękę na władzę, "nagle" znalazło się mnóstwo niedrogiej w cenie ziemi do kupienia z rozparcelowywanych majątków byłych powstańców. Chętni do kupna przybywali zaś i z Wielkiego Księstwa Poznańskiego, i z Prus Wschodnich, a nawet z Galicji.

Akt zgonu Franciszki z Pilarskich Capikowej
źródło: szukajwarchiwach.gov.pl

Dokładnego roku przenosin Szczepana i jego żony Julianny z Winklerów nie znam, nie wiem, czy zachowały się jakiekolwiek dokumenty mówiące o tym fakcie. Jedyne, po czym mogę wnosić, to miejsca urodzeń ich kolejnych dzieci. Dwaj najstarsi synowie, Antoni i Stanisław, urodzili się (czego dowiaduję się z aktu zgonu tego pierwszego i aktu ślubu drugiego) we wsiach z parafii Szczepanowo powiatu mogileńskiego w dawnym Księstwie Poznańskim. Ale już ich młodsza siostra najprawdopodobniej przyszła na świat w Dębinie w parafii Sosnowickiej, przynajmniej tak jest napisane w jej akcie zgonu. Stanisław urodził się około 1865 roku, natomiast Franciszka – około 1868. Piszę "około", bo pewność zyskam, gdy znajdę odnośne akty urodzenia. Zatem można przyjąć, że Szczepan z Julianną i synami przenieśli się na Polesie między 1865 a 1868 rokiem. Ze Szczepanem przyjechał też jego starszy brat, Bartłomiej, nie ustaliłam, sam czy z rodziną. W Sosnowicy w 1889 roku wziął ślub z panną Konstancją Armacińską, urodzoną w 1868 roku w parafii Janowiec Wielkopolski, której rodzina i liczni krewni o tym samym nazwisku (aczkolwiek w różnych odmianach: Charmacińki, Harmaciński, a nawet Harmata) pojawili się w tych stronach około początku lat 70. XIX w. Rodzina Capików przyjechała być może wcześniej, w akcie zgonu męża Franciszki z Pilarskich Capikowej, Michała, widnieje informacja, że urodził się już tutaj około 1864 roku. Przeniosły się tu też rodziny Chudasiów i Klepaczów, z którymi i Pilarscy, i Matusiakowie wchodzili w związki małżeńskie. Wśród kolonistów przewija się też nazwisko Dyduch, rodziny, która przyjechała w te strony z Żywiecczyzny, oraz Polkowskich (herbu Jastrzębiec), przybyłych tu spod Liwu. Stanisław Matuszewski vel Matusiak z żoną Julianną z Mańkowskich pojawili się w tych stronach później, bo między rokiem 1872 a 1875: w tym ostatnim urodził się mój pradziadek Andrzej już tu, w Mariance, w sosnowickiej parafii. W 1885 roku dojechał zza Bydgoszczy teść Szczepana, Józef Grzegorz Winkler, którego dwaj młodsi bracia jakoś w tym czasie wyjechali z Księstwa Poznańskiego w dokładnie odwrotnym kierunku: przez Hamburg do Ameryki. Sprowadzili potem swoje rodziny, a ich potomkowie nadal żyją w pobliżu miasta Portage w Wisconsin. Józef Grzegorz na pewno przyjechał tu ze starszą siostrą Julianny, Antoniną, natomiast nigdzie nie mogę znaleźć śladów po żonie Józefa, Cecylii z Kujawskich: czy zmarła jeszcze na ziemiach zachodnich i dlatego Józef, niemłody już wtedy, bo siedemdziesięciojednoletni, który został tam sam z córką, zdecydował się na tak daleką (a jednak bliższą niż za Wielką Wodę) drogę?

Oczywiście nie wymieniłam wszystkich rodzin kolonistów, przybyło tu ich naprawdę dużo, jak na nasze wyobrażenie o ówczesnych sposobach komunikacji. Rodziny te trzymały się razem, asymilacja z ludnością autochtoniczną szła chyba opornie, bo na świadków przy różnych okolicznościach: ślubach, zgonach czy chrztach, prosili raczej innych kolonistów niż sąsiadów mieszkających tu z dawien dawna, a dzieci osadników najczęściej wchodziły w związki małżeńskie z innymi dziećmi osadników, np. Antoni Pilarski, syn Szczepana, za żonę pojął Mariannę Czerwińską, urodzoną najprawdopodobniej w okolicach Żnina. O Franciszce, młodszej siostrze Antoniego, pisałam wyżej, choć w tym przypadku oboje byli urodzeni już na wschodzie. Z czasem zaczęło się to zmieniać, część dzieci osadników, urodzona w kolonizowanych wsiach, wiązała się z dziećmi ludności autochtonicznej, jak choćby mój pradziadek Andrzej, który za żonę wziął Katarzynę z Hładkiewiczów, córkę unitów Adama i Febroni z Ilczuków z pobliskiej wsi Hola. Podobnie syn Antoniego i Marianny z Czerwińskich za żonę pojął córkę unitów Bazylego i Marianny (o czym pisałam w poprzednim poście).

Ciekawi mnie, czy istnieje szansa na to, że zachowała się jakakolwiek korespondencja z tamtych czasów. Bo i mnie, i kuzynce Marcie wydaje się bardzo prawdopodobne, że wszystkie te osoby, o których pisałam wyżej, na bieżąco informowały się o sytuacji. Ktoś przecież przyjechał wcześniej, ktoś dojechał później, większość z tych rodzin mieszkała na zachodzie w niedalekiej odległości od siebie, a skoro mężczyźni mieli zawód, nie ziemię, przenosili się coraz to w inne miejsca. No, ale to pewnie moje pobożne życzenie, po tych z górą stu latach papier – jeśli istniały jakieś listy – rozsypał się w proch…

PS. Pisaniu tego wpisu towarzyszył pewien obraz, który tkwi w zakamarkach mojej wyobraźni. Jest to jeden kadr z takiego dość nienowego filmu Far and Away (po polsku Za horyzontem, z 1992 roku, główne role grali Nicole Kidman i Tom Cruise), w którym w jednej z końcowych scen cała rzesza osadników jedzie a to wozami, tymi charakterystycznymi, z tą okrągłą "budą", a to konno, by na wyznaczonym przez władze terenie zająć dla siebie kawałek ziemi, trochę na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy". Oczywiście powyższy tekst pokazuje, że wędrówka na wschód odbywała się etapami, ale nie potrafię opędzić się od tego obrazu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz