16 października 2025

Śliczna opowieść o zwykłym życiu

Przychodzę dziś z opowieścią o ślicznej książce. Napisana przez Joannę Adamek powieść Stefcia jest historią ściśle związaną z miniserialem, o którym tu już kilkukrotnie wspomniałam. Produkowany własnym sumptem, tylko z wpłat widzów, serial o życiu służby dworskiej na przełomie XIX i XX wieku w chwili pojawienia się w social mediach w kwietniu ubiegłego roku miał promować Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Projekt jednak zdobył tak duży rozgłos, że ostatecznie jego bohaterowie zaludnili karty książki.

Opowieść przenosi nas na lubelską wieś z początku XX wieku. Poznajemy samą Stefcię z czasów, gdy jeszcze nie pracowała w hrabiowskim majątku, jej rodzeństwo, ojca, sąsiadów, zaglądamy do chałupy, w której urodziła się i mieszkała. Przyglądamy się jej zajęciom i pracy, jaką co dzień wykonywała w domu i obejściu, widzimy, co i jak gotowała rodzinie i jak się ubierała. Dowiadujemy się, jak trafiła na służbę, oglądamy jej oczami przepych magnackiego pałacu, wraz z nią zapoznajemy się z jego mieszkańcami i ich historiami, a nawet problemami. Autorka powieści ma niezwykły dar opowiadania, obrazy, które maluje słowami, czytelnik z łatwością może wystawić sobie przed oczami wyobraźni. Mamy tu i humor zawarty w opowiastkach bohaterów, i sytuacyjny, i sceny wręcz sensacyjne, ale i takie, które zapierają w piersi dech ze wzruszenia. O rzeczach delikatnych Autorka opowiada, pięknie dobierając słowa. Postacie, które kreuje, pokazują czytelnikowi cały wachlarz cech i emocji czysto ludzkich: są oni i mądrzy, i nieidealni jednocześnie, wrażliwi i empatyczni – a za chwilę gotowi zranić, gdy sami zostali zranieni i nie potrafią tej krzywdy w sobie pomieścić.

Żeby wiarygodnie przedstawić realia tamtych czasów, Autorka – o czym zresztą sama pisze w słowie Od Autorki – przewertowała mnóstwo książek; o niektórych z nich już tu pisałam, a recenzja kolejnej pojawi się, jak tylko skończę ją czytać (odłożyłam ją bowiem na moment, Stefcia nie mogła czekać). Ale historia, którą nam przedstawia, w żaden sposób nie powiela znanych skądinąd wątków. I mimo, że sama zarzeka się, że nie potrafi pisać (kilkukrotnie powtórzyła to w czasie promującego książkę spotkania autorskiego, które można obejrzeć tutaj; bardzo polecam, bo przy okazji widać też i to, jak świetnie zgrany jest ten zespół ludzi tworzących serial), to jednak jej twórczość (nie bójmy się tego słowa) przenosi nas do miejsca jakby zatrzymanego w czasie, do zapachów wsi, zbóż, deszczu, do krajobrazów pełnych słońca, do ciepła czerwcowych wieczorów albo tych spędzanych przy rozpalonym w kominku ogniu, do świata, gdzie czas płynął dużo wolniej i w którym my, dzisiejsi, możemy choć na chwilę swobodniej odetchnąć.

Fotosy z książki Stefcia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz